Geniusz czy hochsztapler? Fenomen Mra Brainwasha

Miniony wiek rozszerzył do ekstremum granice sztuki. Kiedy uczeni i krytycy stwierdzili, że pełnowartościowym dziełem może być pisuar albo pokryte fekaliami prześcieradło, odbiorcy stali się znacznie bardziej wyrozumiali. Dzisiaj długo szuka się ukrytych metafor i drugiego dna, zanim uzna się coś za puste, bezwartościowe czy po prostu głupie. Jednak mimo to niekiedy na usta ciśnie się pytanie: „Czy tak zwany artysta nie robi nas przypadkiem w konia?”.

Jackson Pollock – Wilczyca

Mimo że sam artysta nigdy nie potwierdził jakoby przedstawione przez niego zwierzę było ową mityczną wilczycą, która miała wykarmić Romulusa i Remusa, założycieli Rzymu, istnieją po temu dowody. Przede wszystkim wilczyca Pollocka nasuwa nieodparte skojarzenie z jedną z dwóch wilczyc z brązu (szesnastowiecznych opracowań antycznej Wilczycy kapitolińskiej), które znajdują się w kolekcji Fricka w Nowym Jorku (wiemy, że malarz często tam gościł). Podobieństwo do Wilczycy z kolekcji Fricka uwidacznia się w pozie zwierzęcia, w kształcie pyska. Nieprzypadkowa wydaje się też redukcja przez Pollocka tła do minimum – taki zabieg podkreśla podobieństwo wilczycy przedstawionej na obrazie do jej trójwymiarowego odpowiednika z brązu.